Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej X

BIESZCZADZKIE ANIOŁY Z POPRAWCZAKA

2019-06-21

Po raz dwunasty wychowankowie placówki udali się w Bieszczady, by w tym najdzikszym zakątku Polski poszukać kilku odpowiedzi na ważne pytania, przy okazji przyczyniając się do poprawy bezpieczeństwa i poprawy komfortu turystów, którzy wędrują po bieszczadzkich szlakach.


Zapraszamy do przeczytania relacji jednego z wychowanków. Tym razem kronikarzem wyjazdu został Rafał.

 

Dzień 1

       W niedzielę 26 maja nasz błękitny pocisk na raciborskich blachach powiózł nas w kierunku najdzikszego zakątka Polski, tuż pod granicę Polski i Ukrainy – tak zaczęła się operacja WOLONTARIAT 2019 w Bieszczadzkim Parku Narodowym, czyli jeden z dwóch corocznych wyjazdów wychowanków w Bieszczady. Od razu po przyjeździe do miejsca zakwaterowania w   Bieszczadach poznaliśmy panią Elę Bekier, która od początku naszej przygody z wolontariatem w górach opiekuje się naszą grupą. Pani Ela pokazała nam nasze komnaty, do których znieśliśmy nasze bagaże i poszliśmy grupowo na spacer po okolicy. Odwiedziliśmy położony nieopodal stary zabytkowy cmentarz, na którym była pochowani zostali mieszkańcy przedwojennego Wołosatego. Po spędzonej tam chwili wróciliśmy do komnat, w których Rafał i Seweryn przygotowali dla wszystkich wieczerzę, po zjedzeniu której wszyscy poszliśmy się kąpać i położyliśmy się spać po długiej i wykańczającej podróży.

Dzień 2

O godzinie siódmej rano, gdy ptaszki sobie w najlepsze ćwierkały  odbyła się pobudka i nasz główny dowodzący Andrzej wydał komendę: Chłopcy, proszę zejść na dół i przygotować śniadanie dla całej grupy. Również w tym samym momencie  pod kwaterę podjechała pani Magda Suwała-Szydłowska, od początku dobry duch i opiekun naszej grupy z ramienia BdPN, która wytłumaczyła nam, gdzie dziś będziemy pracować i również rozdała nam koszulki służbowe oraz identyfikatory wolontariuszy. Po rozstaniu z panią Magdą zebraliśmy się wszyscy w jadalni na śniadaniu, po zjedzeniu którego przygotowaliśmy sobie  plecaki z żywnością i wodą oraz ubraliśmy się do pracy w mundury.  Następnie na zewnątrz podzieliliśmy się na dwie grupy: pierwsza grupa to Andrzej, Natalia, Michał i Marcin;  w drugiej grupie znajdowali się Rafał, Mateusz, Szymon i Seweryn. Grupa pierwsza udała się na Szeroki Wierch, aby naprawić infrastrukturę turystyczną na czerwonym szlaku- był z nimi leśniczy Tomek. Grupa druga wraz z leśniczym Wojtkiem udała się na szlak pod Tarnicą, aby zdemontować leśny monitoring. Następnie druga grupa udała się na zabytkowy cmentarz na którym oczyszczaliśmy cmentarz z gałęzi i śmieci. Po wykonaniu pracy poszliśmy rąbać drewno do Terenowej Stacji Badawczej, a po wykonanej  pracy udaliśmy się do kwatery wykąpać się i przygotować obiad.  W czasie przygotowywania obiadu do kwatery również dotarła grupa pierwsza i wspólnie po intensywnej pracy zjedliśmy obiad przy dźwiękach disco polo, co doprowadziło do rozpaczy naszych opiekunów. Od razu po obiedzie wykorzystując pogodę pojechaliśmy na Połoninę Wetlińską.  Po dojeździe na Przełęcz Wyżniańską Rafał i Marcin stwierdzili, że wbiegną na górę i jak postanowili, tak zrobili, wariaty.  Po ciężkiej trasie wszyscy spotkaliśmy się na szczycie, odwiedziliśmy schronisko o nazwie „Chatka Puchatka”, skąd po zrobieniu paru zdjęć i po zachwyceniu się pięknymi widokami wróciliśmy na dół również szybkim krokiem do i udaliśmy się do kwatery, gdzie Rafał i Seweryn wraz z pomocą Marcina, Andrzeja i Natalii  przygotowali kolację.  Po jej zjedzeniu poszliśmy się kąpać, a po kąpieli chętni rozgrywali mecze w ‘’Abalone’’,  zaś inni słuchali disco polo i oglądali telewizję. Następnie wszyscy udali się na górę spać po wykańczającej trasie na Połoninę Wetlińską.

Dzień 3

Wstaliśmy wczesnym rankiem i jak zwykle nasi kucharze zeszli robić śniadanie i w tym czasie przyjechała do nas pani Magda  z panią Pauliną przekazać nam informację, co dziś należy do naszej pracy. Po spotkaniu się z paniami wszyscy pobiegli na górę przygotować mundury i plecaki z żywnością, wodą i mapami tras, a następnie pojechaliśmy w teren obwodu ochronnego w Górnym Sanie, jednego z najpiękniejszych i najdzikszych miejsc w Bieszczadach, gdzie naszym zadaniem było demontować ogrodzenia po wcześniejszych nasadzeniach, czyli budząca grozę Akcja Siatki.  Praca była ciężka i wyczerpująca, a po jej zakończeniu  pojechaliśmy zobaczyć słynną lipę w Beniowej, skąd Andrzej zabrał kilka listków w sobie tylko wiadomym celu (NP)oraz grób hrabiostwa Franciszka i Klary Stroińskich w Siankach. Po powrocie z tej wycieczki wróciliśmy do kwatery przygotowywać obiad i się wykapać, a następnie poszliśmy na najwyższy szczyt w Bieszczadach, Tarnicę. Trasa była męcząca, ale zdobycie szczytu całej naszej grupie sprawiło ogromną satysfakcję z pokonania swoich słabości, choć na szczycie było pochmurno i widoczność była ograniczona przez chmury. Nasza grupa na szczycie zrobiła mały krzyż i postawiliśmy go pod dużym  krzyżem, następnie zeszliśmy na dół i udaliśmy się spacerkiem do kwatery przygotować i zjeść kolację.

Dzień 4

Rozpoczął się od spektakularnej, legendarnej już pobudki ze strony Andrzeja. Rafał i Seweryn z pomocą Michała i Marcina zeszli zrobić śniadanie. Za oknem pogoda nie sprzyjała pracy na zewnątrz, więc dostaliśmy pracę w stajni koni huculskich.  Natalia, Andrzej, Marcin i Michał rozpoczęli malowanie boksów, a Rafał, Szymon i Seweryn wykonywali porządki w stajni, dzięki czemu mogliśmy skorzystać z jazdy na koniach pod opieką pani Izy i pani Karoliny, które są instruktorkami jazdy konnej i opiekunkami koni. Po jeździe  konnej i porządkach w stajni udaliśmy się do kwatery na obiad po którym udaliśmy się na spacer. Ten rozciągnął  się aż pod granicę ukraińską. Po powrocie wybraliśmy się na ognisko, na które przepyszne jedzenie przygotowała nam pani Magdalena. Po paru godzinach rozmów o tajemnicach tego pięknego regionu Polski udaliśmy do kwatery się wykąpać i wszyscy poszliśmy spać

Dzień 5

Ostatni dzień naszej wycieczki i pracy. Wszyscy wstali w dobrych humorach i pomimo tego, że w ten dzień musieliśmy wracać, to od razu  po śniadaniu poszliśmy na stajnię dokończyć malowanie boksów, a druga grupa wykonywała prace porządkowe wokół Terenowej Stacji Badawczej w Wołosatem. Po spakowaniu auta wyruszyliśmy w drogę powrotną do Raciborza.

 Mówię Wam, wyjazd był super i naprawdę w te pięć dni wiele zobaczyliśmy, wiele dobrego zrobiliśmy, a przede wszystkim wiele pomogliśmy i poznaliśmy uroki pięknych Bieszczad, dodatkowo integrując się jako grupa. Najlepszą wiadomością w drodze powrotnej, jakiej udzielił nam Andrzej było jedno proste zdanie: Pod koniec września wracamy w Bieszczady! Dziękujemy naszym opiekunom, Szymonowi i Andrzejowi oraz wszystkim pracownikom Parku za opiekę, współpracę i stworzenie świetnej atmosfery.  



Powrót

Aktualności

BIESZCZADZKIE ANIOŁY Z POPRAWCZAKA
BIESZCZADZKIE ANIOŁY Z POPRAWCZAKA

Po raz dwunasty wychowankowie placówki udali się w Bieszczady, by w tym najdzikszym zakątku Polski poszukać kilku odpowiedzi na ważne pytania, przy okazji przyczyniając się do poprawy bezpieczeństwa i poprawy komfortu turystów, którzy...

21 / 06 / 2019
+ czytaj więcej
ANKIETA EWALUACYJNA
ANKIETA EWALUACYJNA
12 / 06 / 2019
archiwum aktualności